wtorek, 22 maja 2012

72. Różowo mi

Miałam bardzo intensywny weekend.
  W sobotę byłam w Krakowie na SKRYPTORIUM. Jak ja lubię te wyjazdy. Jak wchodzę do dominikanów to zostawiam za sobą cały świat i wchodzę w atmosferę spokoju. Nie myślcie jednak, że na zajęciach nie odzywamy się do siebie - wręcz przeciwnie. Zajęcia są bardzo fajnie - piszemy, malujemy, rozmawiamy na różne tematy... i atmosfera klasztoru do tego - lekki chłodek, malowidła ścienne obrazy, stropy - bajecznie. 
   W niedzielę też było pracowicie. Rano szykowałam sałatkę bo wieczorem mieli przyjść goście. Później na Wełnowiec na Mszę św - akurat był odpust. Po Mszy do rodziców na odpustowy obiad. Po obiadku szybka kawa i ciasto a później zabieramy moją siostrę i całe mnóstwo różnych rzeczy, które mają nam być potrzebne już za chwilę i wracamy do Bogucic. Już w domu się okazało, że jednak czegoś zapomnieliśmy. Na szczęście nasi goście, czyli Iza z Michałem - mój kuzyn ze swoją przyszłą żoną - zgodzili się zahaczyć o moich rodziców i zabrać brakujące rzeczy. Przyjechali nas zaprosić na ślub a przy okazji miałyśmy z Izą i moją siostrą Agatą przygotować kilka rzeczy na ich uroczystość weselną. Jak zaczęłyśmy pracę koło godziny 17 to już o koło 23 miałyśmy prawie wszystko zrobione :).
   Ale może po kolei. Jakiś czas temu Iza poprosiła nas - czyli Agatę i mnie o pomoc w przygotowaniach do wesela. Obie z ochotą przystałyśmy na tą propozycję, bo lubimy takie zabawy. Zaraz też zaczęło się wymyślanie co jak zrobić. Muszę przyznać, że trochę nas zaskoczył kolor, który wybrała przyszła Panna Młoda. Jak powszechnie wiadomo wszelkie odcienie różu u mnie przechodzą bardzo ciężko - używam w pracach, ale raczej bez entuzjazmu. A tu przyszło się zmierzyć z różem w odcieniu fuksji. Hmm no cóż pomyślałam, nie takie rzeczy się robiło - damy radę. Przed niedzielą musiałyśmy ruszyć w miasto (a raczej w miasta, bo ja do plastyka w Katowicach a Agata do Tychów na giełdę kwiatową) po papiery i inne dodatki. Papier nabyłam w dwóch odcieniach, bo nie mogłam dobrać idealnie takiego samego odcienia do wzoru, który miałam. Ciężko się zastanawiałam przed tą półką czego i ile kupić. Z każdego odcienia wzięłam po 3 arkusze i na szczęście bo prawie wszystko poszło. Agata kupiła kwiatki, wstążki, taśmy marszczone, perełki i inne drobiazgi. Iza przywiozła wydrukowane etykietki na butelki i listę gości. No i tak przygotowane mogłyśmy zabrać się za pracę. 
   Na pierwszy ogień poszła księga gości. Po chwili jednak doszłyśmy do wniosku, że najpierw trzeba zrobić to co wymaga więcej pracy, a księgę możemy zostawić na deser. Ostatecznie księga nie została jeszcze skończona, ale za to cała reszta tak. No to zabrałyśmy się na etykietki na butelki. Agata z Izą cięły wstążeczki, a ja na maszynce przy pomocy wykrojników etykietki i kartonik bazowy do nich. 

Tu widać mnie przy pracy z maszyną i Izę bokiem przy klejeniu etykietek.
 Tutaj ręce przyszłej Panny Młodej przy sklejaniu etykietek.


  Tutaj już widać efekt naszej pracy. Wstążeczki przykleiłyśmy tylko do jednej, żeby zaprezentować na zdjęciu a resztę już sobie zrobi Iza. Nie wiem ile ich przygotowałyśmy - bardzo szybko zgubiłam się w obliczeniach. Poszły na to dwa arkusze brystolu. Etykietek jest kilka rodzai, różne opisy i różne obrazeczki, niektóre są pionowe inne poziome, ale wszystkie w tym samym rozmiarze.
  W czasie kiedy z Izą walczyłam z etykietkami Agata przygotowywała skrzynię na życzenia. Muszę powiedzieć, że to fajny pomysł dzięki któremu wszystkie koperty są w jednym miejscu i nie ma obawy, że coś się gdzieś zawieruszy.
Tutaj Agata przy pracy.
Na zdjęciach w tle widać stan mojej kuchni podczas naszej walki. 
Jak widać wykorzystywałyśmy każdą wolną przestrzeń :-) 
   Ale wróćmy do samej skrzyni. Pierwotnie chciałam powiedzieć, że do tego ręki nie przyłożyłam. Jednak po krótkim namyśle doszłam do wniosku, że nie prawda bo listki wycięłam i podpowiedziałam Agacie, by różyczki udekorowała perełkami. Sugestia została uwzględniona a listki doklejone. Skrzynia była robiona od podstaw. Znajomy Agaty wyciął ją z kartonu i trzeba było na początek ją odpowiednio złożyć a później ozdobić. Do oklejenia miałyśmy duży arkusz białego papieru, który najpierw został pognieciony a dopiero później mógł być użyty do ozdoby :) 
Efekt pracy Agaty wygląda następująco.
 
 
 
   Na koniec jeszcze machnęłyśmy wizytówki na stół. Po dłuższym zastanowieniu postawiłyśmy na prostotę. Chłopcy - czyli mój małżonek i kuzyn co jakiś czas zaglądali do kuchni i podpatrywali, ale głównie byli zajęci XBOXem i komputerem. Michał w pewnej chwili stwierdził, że nam to idzie jak na taśmie produkcyjnej. No i muszę mu przyznać racje. Ja z brystolu cięłam paski na szerokość wizytówek, Agata cięła wydrukowaną listę gości a Iza nacinała rogi dziurkaczem. Potem była druga runda Agata dalej na gilotynie, ale tym razem  moje paski brystolu docinała już do rozmiaru wizytówek, ja je bigowałam, a Iza sklejała obie części. Tutaj mogę powiedzieć, że wizytówek powstało 67. 
 
   No i właśnie w taki sposób minęło nam pół niedzieli - nie wiadomo kiedy... Do skończenia została nam jeszcze księga gości, która pokażę jak będzie wersja finalna. Możliwe, że coś jeszcze trzeba będzie dorobić, bo pewien pomysł zakiełkował, ale to pokażę jak już się wykluje z tego pomysłu konkret.
   Na dziś tyle - mam nadzieję, że nie usnęliście. :D Jeszcze tylko jedna rzecz - mimo mojej niechęci do różu muszę przyznać ze szczerym zdziwieniem że, ten zestaw kolorystyczny jest OK. Biel z elementami fuksji zwracają uwagę i przyznaję się bez bicia, podoba mi się .

Popularne posty

TOP